Posted by: onajakja on: listopad 30, 2008
“Bluszcz” – pismo do czytania. Z ogromnym entuzjazmem i nadzieją przywitałam nowy magazyn dla kobiet. Sięgam od czasu do czasu “Zwierciadło” czy “Twój Styl”, ale wkurza mnie fakt, że płacę blisko dychę za znikomą ilość tekstu i mnóstwo zdjęć z sesji modowych itp. Nie interesują mnie też porady kosmetyczne, fryzjerskie czy seksualne. “Bluszcz” potraktowałam więc jako odpowiedź na potrzeby takich kobiet jak ja, czyli lubiących czytać, ale nieznoszących jałowych dyskusji o szmatkach i szminkach.
Pierwszy numer reaktywowanego “Bluszcza” mnie rozczarował przede wszystkim kiepską jakością tekstów i faktem, że tyle w nim powieści czy też opowiadań w odcinkach. W XXI wieku to chybiony pomysł. Czytam mnóstwo, w ciągu miesiąca co najmniej kilka czy kilkanaście książek, nie licząc różnych artykułów, opowiadań, blogów. Nie miałam złudzeń: po tych paru tygodniach od przeczytania dwóch-trzech stron 1. odcinka nic nie będę pamiętała. I niewiele pomogły ministreszczenia przed drugą odsłoną.
Jedynie opowieść Niezabitowskiej utkwiła mi w pamięci na dłużej. Z pewnością dlatego, że bardzo ciekawa, no i ilość tekstu nie jest mikroskopijna. Jednak i tu przyjemność czytania nie jest pełna. Wkurza mnie niespotykana liczba błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. Zajrzałam nawet do stopki redakcyjnej, żeby się upewnić, czy jest tam jakaś korekta. Jest! Okazuje się jednak, że panie korektorki nie wiedzą nawet, jak napisać nazwisko jednej z nich…! Pani Małgorzata Prorok-Kozakowska widnieje jako Małgorzata Prorok – Kozakowska, choć nazwiska dwuczłonowe zapisuje się z dywizem, a nie z myślnikiem…
Cóż, szkoda, że wciąż nie ma na rynku pisma skierowanego do mnie. Kobiety, która czytałaby chętnie teksty nie tylko o kobietach i pisane przez kobiety (grafoman Wiśniewski się nie liczy), kobiety, która czuje się obrażona, kiedy ktoś jej podaje tekst z rażącymi błędami… Szkoda, że “Bluszcz” – tytuł o takiej tradycji – został tak sprofanowany…
Najnowsze komentarze