Posted by: onajakja on: listopad 26, 2008
Dawno nie pisałam. Na moje usprawiedliwienie powiem, że dużo czytałam. Jakoś tak się złożyło, że powieści głównie pornograficzne. Przypadkiem wpadła mi w ręce książka W jego dłoniach. Kiedyś czytałam o niej na jakimś forum BDSM, więc sięgnęłam po nią z ciekawością, ale srodze się rozczarowałam.
Na okładce W jego dłoniach widnieje zachęcający tekst: “studium sadomasochistycznego związku”. Tylko jedno słowo jest w tym określeniu prawdziwe – “sadomasochistycznego”. Rzeczywiście autorka opisuje relację sadomasochistyczną. Próżno jednak szukać w tej powieści jakiejś pogłębionej analizy tej relacji, nie ma też mowy o jakimkolwiek związku, który by się wykształcił między postaciami z tej książki. Główna bohaterka i zarazem narratorka książki z upodobaniem mówi o opętaniu, złowrogim czarze, jakiemu uległa. Nie rozumie i nie stara się rozumieć mechanizmu, który sprawił, że była w stanie upodlić się, aby zdobyć mężczyznę, którego podniecał jej ból i upokorzenie.
I ta pretensjonalna sceneria. Paryż, śródziemnomorskie plaże, bogactwo i zepsucie. Anoreksja i szpilki. Trochę bardziej hardcore’owa wersja Seksu w wielkim mieście i znacznie nudniejsza – bo bohaterka głupsza i jedna zamiast czterech. Mężczyzna dominujący jest ukazany jak jakiś szatan, zresztą to określenie pada w książce niejednokrotnie. Uległa wcale nie chce być uległą, tęskni za starym dobrym bzykankiem na boku, a tak w ogóle to kocha męża i synka. Zaczyna się interesować dzieckiem przeważnie wtedy, gdy jej sadystyczny kochanek nie dzwoni od kilku tygodni.
Nie ma tu nic z BDSM-owej świadomości własnego ciała i własnych potrzeb, które prowadzi do podjęcia decyzji o całkowitym oddaniu się drugiej osobie. Domin nie bierze odpowiedzialności za kobietę, nad którą ma władzę. Nie dba ani o jej potrzeby, ani o bezpieczeństwo. Bije ją dotkliwie na tarasie restauracji, a potem zostawia na łaskę losu. A ona, kretynka, nadal go pragnie. Bo uwierzyła w to, co jej powiedział – że żaden mężczyzna już nigdy tak się z nią nie obejdzie. Tak jakby chciała, żeby ktoś narażał jej życie i zdrowie. Jakby nie potrafiła znaleźć partnera, który dostarczy jej podobnych emocji, nie niszcząc jej fizycznie i psychicznie.
Świetna książka dla tych, co chcą się utwierdzić w przekonaniu, że całe towarzystwo spod znaku pejcza i obroży to ludzie nienormalni, opętani i niezbyt bystrzy.
Przeczytałam też Życie seksualne Catherine M. To z kolei bardzo mądra lektura, podobnie jak jej autorka. Odnalazłam w niej trochę z własnych emocji i doświadczeń, choć dla mnie seks wypreparowany z wszelkich tabu jest mało podniecający.
A wczoraj wieczorem skończyłam Konające zwierzę. Chciałam przeczytać książkę, zanim zobaczę Elegię. W związku z tym w najbliższym czasie na tym blogu pojawi się tekst o moich piersiach. Tak swoją drogą, zamiast Penelopki w roli Consueli bardziej podobałby mi się ktoś w typie Salmy Hayek. Penelopka nie ma odpowiednich cycków.
Najnowsze komentarze