Posted by: onajakja on: listopad 11, 2008
Jako patriotka 11 listopada powinnam wystukać jakiś podniosły wpis, ale jakoś nie mam ochoty. Dramatyczne doniesienia o zbliżającej się na fali kryzysu klęsce bezrobocia sprawiają, że z obrzydzeniem myślę o sprawach państwa i świata. Zwłaszcza że cieniem rzucają się one na moje osobiste plany związane z rozglądaniem się za innym chlebodawcą. Dziś nie chcę się tym martwić. Skoncentruję się na kłopotach w sferze intymnej.
Przemierzając autobusem puste miasto, myślałam sobie o ostatnich wydarzeniach w moim życiu. Po raz pierwszy od bardzo dawna weekend spędziłam po części między ludźmi i byli to ludzie inni niż mój chłopak. Było fajnie. Byłam między innymi na pysznej kolacji w fajnej restauracji. Potem przenieśliśmy się do przytulniejszego wnętrza. Ja i mężczyzna, z którym – jak sam mi przypomniał – kochałam się kilkaset razy, choć naszego wspólnego czasu nie da się liczyć w dekadach. Ja i mężczyzna, z którym uprawiałam seks co najmniej kilkanaście razy w czasie, gdy oboje teoretycznie należeliśmy już do innych.
To ostatnie spotkanie należało do czysto przyjacielskich, przynajmniej w założeniach, moich założeniach. Jakoś nie mam ochoty być kobietą, z którą ktoś zdradza żonę. Nie chcę też, aby pasował do mnie epitet niewierna. Już nie. Natomiast z przyjemnością oddałam się rozmowie z człowiekiem sukcesu, przy którym mogłam się czuć bezpiecznie pod każdym względem. Który całkowicie panował nad sytuacją – w knajpie, na drodze, w swoim mieszkaniu urządzonym ze smakiem jego mamy.
Do momentu, kiedy przestał nad sobą panować. Gdy wykonał pierwszy rubaszny (bo przecież nie czuły) gest, jakoś mnie to nie zastanowiło. Siedzieliśmy przed kompem, jak tysiące razy wcześniej. Teraz jak o tym myślę, widzę, że z premedytacją zawołał mnie do klawiatury, bo przecież adres, pod który miał wejść, mogłam mu bez trudu podyktować. Wszystko to jednak w jakiś sposób było naturalne. I choć odskoczyłam, gdy mnie dotknął, to jednak nic mnie nie zastanowiło. Wszystko było takie swojskie, jak przed laty, gdy byliśmy razem szczęśliwi. Do momentu, gdy nie naruszył mojej osobistej przestrzeni po raz drugi.
To był znajomy dotyk, ale tak inny od tego, który od miesięcy uwielbiam i wyobrażam sobie przed zaśnięciem. To odczucie różnicy i tego, co ona oznacza, uderzyło mnie jak policzek. Wpadłam w panikę, poczułam obrzydzenie do samej siebie i do niego. Teraz już wiem, czemu ofiary gwałtów randkowych tak rzadko zgłaszają się na policję. Oczywiście, sytuacja nie była ani w części tak dramatyczna, ale siła, z jaką zalały mnie wszystkie negatywne odczucia, była ogromna.
Byłam i jestem cholernie zdziwiona swoją reakcją. Dotąd zupełnie inaczej odbierałam takie sytuacje. Byłam raczej zadowolona z podobnego biegu wydarzeń. Dostawałam potwierdzenie swojej atrakcyjności. Lubiłam czuć się obiektem żądz. Teraz wpadłam w panikę. Zaczęłam analizować, czy czymś go nie sprowokowałam. Zaczęłam z drżeniem sondować moje uczucia. Cholernie się bałam, że odkryję ochotę na skonsumowanie tej okazji… Wiedziałam, że byłabym w stanie ją okiełznać, ale przecież to zmieniłoby jedynie fakty, a nie intencje.
O tym, że wszystko było ze mną ok, świadczy spokój, jaki zachowałam na zewnątrz. Nie trzeba było podnosić głosu, nie trzeba było podkreślać niepotrzebnymi gestami mojego stosunku do całej sytuacji. Moje zaskoczenie, zażenowanie, niechęć były szczere i – jak się okazało – wszystko było widać w moim spojrzeniu. Chyba stałam się porządną kobietą… Może i wciąż nie do końca wiem, czego chcę od mężczyzn i czego chcę w łóżku, ale z pewnością wiem, z kim nie chcę do niego pójść. Wiedzą to moje ciało i umysł.
Mimo wszystko strasznie mnie to wyprowadziło z równowagi. Dotąd myślałam o sobie, że się nie zmieniłam, po prostu z racjonalnych przyczyn przestałam robić różne brzydkie rzeczy. Nagle okazało się, że przede wszystkim inaczej czuję, nie znam swoich reakcji, zalewają mnie emocje, których nigdy wcześniej w takich momentach nie doświadczałam. Niektóre zupełnie irracjonalne, jak to poczucie winy, choć nic złego nie zrobiłam ani nawet nie miałam zamiaru. Inne oczywiste, jak wstręt do mężczyzny, który chce mnie wykorzystać, obdzierając przy tym z człowieczeństwa. Oczywiste, ale jakie nowe!
Zaczęliśmy o tym trochę rozmawiać. Szybko przeszła mi ochota nawet na to. Gdy zauważyłam, że on traktuje to jak rodzaj flirtu, zachciało mi się rzygać.
Chciałam porozmawiać o tym z najbliższym mi człowiekiem, ale oddzielała mnie od niego kilkusetkilometrowa przestrzeń i fakt, że jest druga w nocy. I irracjonalne poczucie winy. I fakt, że jestem kobietą z przeszłością i że być może ta najbliższa mi osoba nie uwierzy mi. Bo czy ja bym uwierzyła, gdyby ktoś mi opisał to, co czułam, jako moje reakcje?
Wiele się o sobie nauczyłam w ten weekend. Nawet to zawdzięczam mojej ojczyźnie…
Najnowsze komentarze