29+

Doskonałe popołudnie

Posted by: onajakja on: listopad 1, 2008

Film Przemysława Wojcieszka jest naprawdę świetny, choć oczywiście niedoskonały. Dawno nie widziałam młodych ludzi, którzy mówią o tym, że chcą mieszkać w Polsce, że tutaj też się da, że marzą o tym, żeby z czystym sumieniem móc powiedzieć “jestem dumny, że mieszkam w Polsce”. Dawno nie widziałam takich młodych ludzi – ani na ekranie, ani w życiu.

Akcja filmu rozgrywa się przede wszystkim w Gliwicach, czyli jednym z najbrzydszych miejsc w Polsce. Bohaterowie – absolwenci polonistyki, czyli jednego z kierunków, który niemal skazuje na klęskę. Są zakochani, są młodzi… Stąd pewnie ich niczym nieuzasadniony optymizm. Ale to byłoby zbyt proste, bo przecież setki tysięcy młodych i zakochanych wyjeżdża do Irlandii… Zresztą nie mam im tego za złe. Nie mogę im wybaczyć tylko jednego – plucia na Polskę, pieprzenia o Polaczkach i ich rzekomo narodowych wadach. Nie mogę im wybaczyć tego, że nie obchodzi ich historia tego kraju, że jeśli głosują, to wybierają np. postkomunistów, że bredzą o rzeczach, o których nie mają pojęcia. Niech tu nie wracają, bo to nie dzięki nim ten kraj się zmieni, jeśli kiedykolwiek się zmieni. Oni są tylko szczurami uciekającymi z tonącego okrętu – w żaden sposób nie mają wpływu na dramatyczne położenie statku. A gdy dzięki ofiarności załogi okręt znów zacznie pruć fale, powracające gryzonie nie będą mile widziane.

Żałuję, że dopiero teraz obejrzałam Doskonałe popołudnie. Naprawdę zajebiście dodaje otuchy fakt, że ludzi, którzy nie wstydzą się mówić dobrze o Polsce, jest więcej. Uskrzydla świadomość, że są młode osoby, dla których solidarnościowy zryw może stanowić inspirację, dawać nadzieję. Którzy wierzą we współczesną polską powieść…

Andrzej Wajda nie uwierzył. Jak wyczytałam na culture.pl, Wojcieszek pisał scenariusz Doskonałego popołudnia z myślą o tym, że wyreżyseruje go mistrz, który przecież miał pretensje do tworzenia filmów współczesnych. Widać ekranizacje lektur szkolnych lepiej rokują… Choć być może jestem niesprawiedliwa, bo Wajda mimo wszystko robi filmy ważne (żeby daleko nie szukać, wystarczy wspomnieć choćby Katyń).

Wojcieszek wyreżyserował więc Doskonałe popołudnie sam. I nie ustrzegł się błędów. Film jest mimo wszystko nudnawy, postaci nieco przerysowane, zwłaszcza drugoplanowe role Doroty Kamińskiej i Sławomira Orzechowskiego. Nie podobał mi się również Stuhr… W ogóle wątek rodziców Mikołaja był dziwacznie poprowadzony. Najpierw zarysowany politycznie i społecznie – małżeństwo warszawskiej intelektualistki i wrocławskiego robotnika, małżeństwo solidarnościowe, które skleiła atmosfera festiwalu wolności przełomu lat 70. i 80., a które siłą rzeczy rozpadło się w latach 90., bo tak naprawdę tych dwoje ludzi niewiele łączyło. Okazuje się, że aby do siebie wrócili, wystarczy fakt, że oboje są już za starzy na budowanie nowych związków. Trochę za mało na wyraźnie zasugerowany happy end.

No i dwie sceny, które mnie mocno zraziły, już w historii młodych. Dwie sceny z golizną. Czy trzeba pokazywać seks, aby pokazać miłość? Czy trzeba pokazywać gołą cipę, aby pokazać bliskość? Takie sceny masturbacyjne, na dodatek dość brzydkie ze względu na braki w urodzie głównej bohaterki.

Podobał mi się natomiast Piotr Rogucki. Z Doskonałego popołudnia dowiedziałam się, jak wygląda wokalista Comy (bo ja jestem z tych, którzy słuchają muzyki, a nie patrzą na teledyski). Wygląda fajnie. Dopiero zerkając na listę płac przekonałam się, skąd zagadkowa zbieżność nazw (wydawnictwo Chaos Kontrolowany, którego nakładem ukazała się książka Sto tysięcy jednakowych miast Leszka Żukowskiego – wytłuszczone tytuły piosenek Comy). Szkoda, że teraz Rogucki się lansuje w Trzecim oficerze – z serii na serię coraz mniej strawnym serialiku TVP.

Gdyby takich filmów jak Doskonałe popołudnie było więcej, to śledziłabym nowości w polskim kinie…

Dodaj komentarz