29+

Autobusowo

Posted by: onajakja on: sierpień 5, 2008

Mam dziś schizę komunikacyjną. Chcę wyrzucić z siebie wszystkie traumy, jakich doznałam, przemieszczając się po mieście.
Możesz wsiąść ze mną do autobusu, ale uprzedzam: nie będzie przyjemnie.

Odór spoconych ciał, lepkie ręce ocieraczy, złośliwość kierowców, szczebiot dotelefonowy głupich cip z obciachowymi dzwonkami w komórkach (w tym sezonie ruluje Feel), muzyka ze słuchawek empetrójek, dyszące babcie, którym należy się miejsce siedzące, bachory wrzeszczące wniebogłosy, kopiące ubłoconymi buciorami kolana pasażerów stojących obok siedzenia, na którym mamusia usadziła małych królewiczów.
I ten smród.
I dyszenie babć.
I znowu smród.

I wsiada babsztyl z czerwienią strażacką na ryju, 50 kilo nadwagi, sześć dych męczenia świata swoim roszczeniowym jestestwem. I wiem, że za chwilę się zacznie. Ale tak sobie myślę, że te minuty, który ona spędzi w autobusie obok mnie i innych umęczonych ludzi, to chwila wytchnienia dla kota tej baby, bo pewnie dzieci, mąż już dawno od niej spierdoliły – do swoich partnerów, których też pewnie zamęczają, do swojej drugiej żony, która pewnie jest takim samym człowiekopodobnym potworem, do grobu. I się zaczyna:
- Ja muszę usiąść, bo ja z moim kręgosłupem…
I pcha się na takie półtoraosobowe siedzenie w autobusie niskopodłogowym, które zawsze jest zarzewiem nieprzyjemnych sytuacji, dlatego nigdy go nie zajmuję. Bo wiem, że choć ono jest jednoosobowe, to jest nieco szersze, a ja jestem szczupła, więc babci albo zboczonemu dziadowi się wydaje, że ono jest dwuosobowe i ten dziad/baba się tam zmieści, choć jest śmierdzący i gruba. I teraz temu babsztylowi też się tak wydaje, a tam siedzi taki młody mężczyzna, który na pewno jest kulturalny. Więc baba się pcha, wciska, kulturalny mężczyzna zostaje przypłaszczony do szyby i wstaje, i na jej burknięcie on grzecznie odpowiada, że wstanie, bo tak będzie wygodniej. I wstaje, a ona się rozpiera na tym dwuosobowym siedzeniu, które jednak okazuje się jednoosobowe, i znowu:
- Bo ja muszę siedzieć, bo ja z tym moim kręgosłupem.
A ja mam ochotę krzyczeć, że schudnij, ty wstrętny pasztecie, to wtedy nie będziesz musiała siedzieć i ten twój kręgosłup też będzie szczęśliwszy! Tak z 50 kilo schudnij albo zdychaj, bo nie chcę więcej wąchać tego twojego smrodu i patrzeć na tę twoją szminkę w kolorze czerwieni strażackiej na sztucznych zębach, jak burczysz o tym swoim kręgosłupie.
I w tym momencie przysięgam sobie, że jak jeszcze kiedyś jakaś baba będzie mi mówić o tym swoim kręgosłupie, to ja wtedy powiem, że ja nie mogę stać, bo mnie bolą nogi, bo się wczoraj przez cały wieczór ruchałam na stojąco.

Tagi: ,

Dodaj komentarz