Posted by: onajakja on: sierpień 1, 2008
Pierwsza współczesna powieść Rafała A. Ziemkiewicza.
Powieść pornograficzna.
Jestem skonsternowana. Twórczości s.f. RAZ-a nie znam, ale wiem, że jest (do)ceniona. Przeczytałam jego “Michnikowszczyznę”*, czytam regularnie jego bloga i oglądam program “O co chodzi?”, więc sądziłam, że mniej więcej wiem, czego się spodziewać po tym autorze.
Nie zaskoczył mnie obraz rzeczywistości polityczno-gospodarczej III RP nakreślony przez RAZ-a w “Ciele obcym” (była kwestia lustracji, uwłaszczenia się komuchów, polityki haków). Właściwie nie zaskoczyła mnie również bezlitosna diagnoza obyczajowości współczesnych Polaków – ich życia seksualnego, rodzinnego, stosunku do Boga, Kościoła. Natomiast zszokowała mnie forma. I zadziwiła odwaga autora.
“Ciało obce” czyta się znakomicie. Książeczkę, owszem niedługą, pochłonęłam w jedno popołudnie. Zaczęłam zaraz po wyjściu z księgarni, już w metrze, bacząc, żeby współpasażerowie, nie zerkali na tekst, gdyż roi się w nim od bluzgów i scen pornograficznych. I właśnie ten nadmiar porno mnie zszokował, zaskoczył…
No bo przecież konserwatywny RAZ, a pisze książkę, w której niemal na co drugiej stronie główny bohater dupczy z wyraźnym odcieniem sado-maso, a właściwie BDSM. Chciałoby się zapytać what the fuck? czyli O co chodzi?
Nie mam pojęcia, czemu RAZ tak właśnie wymyślił swoją książkę (zresztą daleka jestem od interpretowania dzieł literackich na zasadzie “co autor chciał przez to powiedzieć”), ale wiem, jak ja to odczytuję. Nie da się pokazać tego świata, ignorując masy pornografii, która go zalała. Jest taka scena w “Ciele obcym” – główny bohater, czterdziestolatek, słyszy, jak nastolatka opowiada w koleżance w tramwaju o tym, jak jej koleś – naspidowany czy tam po iksach – rżnął ją i rżnął, i nie mógł skończyć. Reakcja czterdziestolatka? Upadek obyczajności! Oczywiście. Ale też niedowierzanie, jak bardzo zmienił się świat. Jak ten człowiek, który jako nastolatek brał na serio takie kategorie jak grzech, uważał masturbację za grzech, z którego się spowiadał, ma cokolwiek z tego dzisiejszego świata rozumieć? Jak w ogóle traktować seks? Według nauk Kościoła, tak jak te nastolatki, a może jeszcze inaczej?
A przecież seks jest ważny, stosunek do seksu jest jedną z istotniejszych rzeczy określających człowieka. Myślimy o seksie nieustannie, na dodatek jesteśmy nieustannie bombardowani bodźcami seksualnymi. Ja sama jestem gdzieś pomiędzy… Nie byłam wychowana w domu, w którym mieszano pojęcia seksu i grzechu, indoktrynacja kościelna po mnie spłynęła, o seksie mogłam rozmawiać zarówno z ojcem, jak i z matką. Jednocześnie, gdy dorastałam, nie było takiej dostępności do porno, owszem, coś tam się oglądało na kasetach wideo, na kompie, ale dostęp do Internetu miałam dopiero jako dorosła, od kilku lat zdeflorowana kobieta, a ten, co mnie rozdziewiczył – podobnie.
Teraz jestem ze znacznie młodszym facetem i widzę, jaki wpływ na niego miały te godziny oglądania różnych pornoli. Choćby kończenie do buzi czy na twarz, plucie na cipkę… Tym kochankom, którzy nie mają za sobą sesji onanistycznych przed ściągniętymi pornolami, rzadziej przychodzi do głowy, żeby spuszczać się pannie na twarz czy pluć jej między nogi jak portowej dziwce. A jeśli nawet przychodzi, to jest raczej w kategorii perwersja, która może być zaspokojona, czemu nie, ale nie jest normą, nie jest czymś najnaturalniejszym pod słońcem.
Nie wiem, jak to ocenić i właściwie nie do końca czuję potrzebę oceniania, wartościowania. Sądzę jednak, że sporo tracą te gnojki, które wszystko już widziały (choćby tylko w necie), dla których nie ma owoców zakazanych i dreszczyku emocji, kiedy się je zrywa. Niczego nie odkryją na własną rękę, pozwalają się ukształtować prymitywnym filmikom, potrzebują mocnych podniet. Co będzie, gdy się zestarzeją? Czy będą musieli nasrać na partnerkę, żeby się podniecić?
RAZ prowokuje do takich rozważań… Zresztą do paru innych również. Jednocześnie jednak wielu ujrzy w jego książce chęć schlebiania najniższym instynktom (a schlebia, oj schlebia, przy jednej ze scen BDSM zrobiłam się mokra). Gdy powiedziałam dziś znajomej, że “Ciało obce” jest gęste od porno, stwierdziła, że autor pewnie jest niewyżyty… Swoją drogą takich niewyżytych jest wielu ludzi w Polsce. Ludzi, którzy młodo się ożenili, wyszli za mąż, w ich małżeństwach od dawna nie ma namiętności, a którzy – za sprawą Internetu – odkrywają, jak wiele ich ominęło, omija… Że nie są w swoim niespełnieniu zboczeni, że wielu ludzi realizuje swoje pragnienia bez wyrzutów sumienia.
Tylko czy zaspokajając wszystkie pragnienia jesteśmy szczęśliwsi?
Czy z natury poligamistyczny samiec osiąga szczęście, pławiąc się w tej poligamii?
Bo przecież jest jeszcze kultura.
Mogłabym tak pisać bez końca. W końcu seks jest ważny.
* “Michnikowszczyzna” to było moje prywatne objawienie. Są ludzie, którzy myślą podobnie i na dodatek umieją swoje poglądy jasno wyłożyć. Jeśli kiedykolwiek będę miała dzieci, to będę mogła im polecić “Michnikowszczyznę”, a nie musiała robić tłumaczeń z gaz-wybowego bełkotu.
Najnowsze komentarze