29+

Aborcja

Posted by: onajakja on: lipiec 23, 2008

Pamiętam jeszcze czasy, kiedy o aborcji nie mówiło się “zabijanie nienarodzonych”. Kilka sąsiadek sporo młodszych od mojej matki miało skrobankę (tak się to wtedy określało, teraz to obrzydliwe słowo na szczęście odchodzi do lamusa), matka mojego byłego chłopaka też usunęła i wiele innych kobiet, które znam, też pewnie przerwały ciążę.

Ja poddałam się indoktrynacji środowisk pro-life i choć nie potępiam wyżej wymienionych kobiet, to jednak zabieg równa się dla mnie morderstwo. Oddziałały na mnie wszystkie argumenty rozumowe i obrazkowo-emocjonalne.

Pamiętam, jak w klasie maturalnej patrzyłam z okien mojego liceum, które mieściło się na Wiejskiej, na wielki marsz antyaborcyjny. Pamiętam, jak mało kobiet w wieku rozrodczym (zakonnic nie liczę, bo ich ten problem jakby nie dotyczy) brało udział w tej manifestacji… Czy były w pracy? A może podcierały dupki tym, których nie zamordowały?

Na mój stosunek do kwestii przerywania ciąży miało bardzo wiele różnych czynników. Z jednej strony nie sposób uciec od obrazów maciupkich paluszków embrionu, który od któregoś tam tygodnia odczuwa ból… Z drugiej strony obrzydzenie do klechów i babć – zakłamanych, niepełnosprawnych umysłowo i emocjonalnie osobników, którzy chcą coś wymusić na innych. Długo tkwiłam na stanowisku, że nie dopuszczam, abym ja zdecydowała się na aborcję (w żadnej sytuacji i pod żadnym pozorem), ale uznaję prawo innych kobiet do decydowania o sobie. Tyle że to tak, jakbym założyła, że ja nikogo nie pobiję, ale jak ktoś ma ochotę ponapierdalać bejsbolem w staruszkę, to proszę bardzo. Absurd? No absurd. Więc dlaczego podobny absurd jest tak popularny? Bo ci, którzy go głoszą, szczęśliwie mają za sobą stadium embrionalne?

Ta notka pojawia się dziś nie bez powodu – dostałam dziś mocno spóźniony okres. Przez ostatnie kilka dni nieustannie myślałam, co zrobię, jeśli okaże się, że mimo wszystkich środków ostrożności “wpadłam”. Nie chcę mieć dzieci. Na pewno nie teraz, a najprawdopodobniej nigdy. Właśnie wyremontowałam mieszkanie, kupiłam nowe meble i w mojej przestrzeni nie ma miejsca na łóżeczko! Ani na wrzaski, ani na kupki, ani na nic w tym stylu. Nie ma i już. Ale gdyby się jednak dziecko pojawiło, to musiałabym je urodzić. I już. Co potem? Zapewne oddać do adopcji, żeby ono było szczęśliwe. (I ja, co oczywiście dla mnie ważniejsze). Niby proste… a jednak wiem, że zostałabym potępiona… Co to za kobieta, która nie chce wychowywać własnego dziecka? Przecież nie jest biedna, nie została zgwałcona, nie ma 15 lat…
I mało kto powie: “przecież lepiej, niż gdyby miała zabić”… W tym katolickim kraju. Dobrze, że dziś krwawię z pochwy.

1 odpowiedź do "Aborcja"

“Z jednej strony nie sposób uciec od obrazów maciupkich paluszków embrionu, który od któregoś tam tygodnia odczuwa ból…”

Tak naprawdę to nie ma to znaczenia — przecież chyba nie popierasz prawa do morderstwa, gdy ktoś najpierw sprawi, by ofiara nie czuła bólu, np. morfiną.

Dodaj komentarz