Posted by: onajakja on: czerwiec 15, 2008
Mówią o niej feministki i tatusiowie, którzy walczą o prawo do opieki nad swoimi pociechami. Ci ostatni określają to zjawisko mianem solidarności jajników… Jednak większość kobiet, mówiąc o swoich eksprzyjaciółkach/koleżankach z pracy/szefowych, mają ochotę warknąć po Lindowsku “bo to zła kobieta była”…
No właśnie… Słynna kobieca solidarność. Istnieje, nie istnieje? A może w ogóle nie powinno się mówić o solidarności (kobiecej, męskiej), ale o zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości?
No bo na czym niby dokładnie miałaby polegać solidarność płci? Na tym, że stajemy po stronie kobiety w jakimś sporze? Bez względu na to, kto faktycznie ma rację i co o tym naprawdę sądzimy? Dla mnie bez sensu. Że nie wyrywamy zajętych facetów? To jest chyba kwestia przyzwoitości, a nie solidarności… No bo co? Biseksualistów, którzy akurat są w związku z mężczyzną, już można wyrywać?
Że się wspieramy, a nie ze sobą rywalizujemy? Myślę, że jest czas na wspieranie się, ale są również okoliczności, w których musimy rywalizować, choćby w pracy czy nawet o faceta.
Najnowsze komentarze